Nie tak dawno temu, gdzieś koło Poznania
Żyło sobie dziewczę o imieniu Frania
Czerwony Kapturek na Franię wołali
I chudzi i grubi i duzi i mali
Bo nosiła zawsze i o każdej porze
Moherowy beret w czerwonym kolorze

Raz dżdżystej jesieni, chyba koło środy
Woła Franię mama, myjąc przy tym schody
„Franiu jest interes fajny do zrobienia!
Babcia leży chora; chyba z przejedzenia
Bo wczoraj jak była u nas na obiedzie
Zjadła dwa kotlety, trzy czy cztery śledzie
Z kilogram ziemniaków, dwie miski bigosu
Osiemnaście ciastek i pół dzbanka sosu.

Interes o którym chcę Ci opowiedzieć
Czysty jest i prosty. Musisz przecież wiedzieć
Że babcia dziękując – ma to w dobrym geście –
Płaci wnukom stówę a czasami dwieście.
Szczęście masz Kapturku, bo babunia miła
Laptop i komórkę swoją zostawiła
Gdy po szóstej misce lodów z truskawkami
Dom nasz pożegnała, jedząc chleb z salami.
Musisz więc do babci udać się tymczasem
Z komórką, laptopem. Tylko nie jedź lasem!
Las lepiej omijać! W lesie wilk jest srogi!
Ruszaj Franiu w trasę i szerokiej drogi!”

Frania szybkim ruchem beret założyła
Wsiadła na swój rower, w drogę wyruszyła
Lecz las tak ją kusił, czarował, tak nęcił
Że Kapturka rower sam do lasu skręcił
Prowadził przez dróżki i przez leśne łąki
W koło grały świerszcze i bzykały bąki

Nagle z zagajnika wilk wynurzył głowę
Krzycząc: „Stop Kapturku! Uważaj na sowę!
Sowa jest nerwowa! Rzuca orzechami!
Weź mnie na swój rower, jedźmy objazdami!
Znam tu wszystkie ścieżki! Sowę ominiemy!
Razem się trzymajmy! Sowy unikniemy!”

Frania uwierzyła – wilk mówił rozsądnie -
Wzięła go na rower, depnęła porządnie
I wspólnie z kudłatym wilkiem w czarnym dresie
Przez dwadzieścia minut kluczyła po lesie.
Wilk słowa dotrzymał – sowy nie spotkali –
Wilk rower opuścił i zniknął w oddali.

Kapturek do babci, ruszyła z kopyta
Ciesząc się, że babcia z kasą ją przywita.
Kwadrans szybko minął, Frania dojechała
W drzwiach w szlafroku białym, babci Frani stała.
„Babuniu kochana!” – krzyknęła dziewczynka –
„Jak zdrówko babuniu? – pyta się rodzinka.
Czy nic Cię nie boli? Wszystko gra i buczy?
U mnie jak zjem dużo w brzuchu strasznie huczy.
Ale już nie mówmy o tym babciu droga
Mam babci laptopa i… Motyla noga!!!
Gdzie laptop?! Komórka?! Wilk mi bagaż skroił!
Historią o sowie i orzechach poił
A sam to podstępnie bagażu pozbawił!
To wilk droga babciu psikusa nam sprawił!”

„Nie martw się Kapturku” – rzekła babcia miła –
„Mama wcześniej bagaż Twój ubezpieczyła.
Polisa ta chroni bagaż w czasie drogi.
Zrobił nam psikusa wilk ten zły i srogi
Lecz ubezpieczenie straty nam pokryje!

Nie martw się Kapturku! Rzuć mi się na szyje
Bo mam tu w kieszeni jakieś dwa banknoty.
Dać jej mojej Frani, nabrałam ochoty.”
Teraz morał bajki – tak to jest w naturze –
Z polisą na bagaż fajniejsze podróże!

Tekst powstał zainspirowany oryginałem: „Czerwony Kapturek”, Charles Perrault
Zapraszamy do zapoznania się z tekstem oryginalnym: http://basnie.republika.pl/czkaptp.htm

Komentarze

x komentarz