Wszytki płacze i smutki, wszytki rąk łamanie
Wszytki krzyki w łazience, pod kołdrą płakanie
Lamenty, troski, kłótnie, niezliczone żale
Na nic tutaj się zdadzą, nie pomogą wcale

Lecz łez ja nie powstrzymam, łez potok się toczy
Powieki wciąż spuchnięte, podkrążone oczy
Nos mój zaczerwieniony, jak u eskimosa
Karton cały zużyty, chusteczek do nosa

A powód moich smutków, powód mej rozpaczy
Nazywa się Stanisław, niech mu Bóg wybaczy
Lecz ja Staszkowi Smole, sąsiadowi z góry
Wybaczyć nie potrafię, bo to z jego rury
Pękniętej, uszkodzonej; z jego instalacji

W dniu w którym z małżonką, byłem w restauracji
I jedliśmy ze smakiem, kebaba z frytkami
Woda ujście znalazła i litrów setkami
Lała się z wodospadu, niepokorną siłą.
Mieszkanie mi zalało, kuchnię moją miłą
Diabli wzięli, szlag trafił. Co tu dużo gadać

Woda ma to do siebie, że gdy zacznie spadać
To ciężko ją powstrzymać, nurt jej zmienić trudno
A potem wszędzie mokro, w każdym kącie brudno
Wybrzuszone parkiety, tynk ze ścian zdrapany
Kafelki popękane, zniszczone firany
Fotele, stół, kanapa, konsola z laptopem
Pokonane zostało, w tej walce z potopem.

A żal mój tym jest większy, tym bardziej dotyka
Jak bomba zegarowa, pod czaszką mi tyka
Że mogłem z tej powodzi, nie martwiąc się wcale
Tak zwaną suchą nogą, wyjść może nie w chwale
Ale też bez obawy o straty, o szkody.

Mogłem się ubezpieczyć. Nie było przeszkody.
By kliknąć na multitu, porównać, wycenić.
Polisę wybrać, kupić, zły los swój odmienić.
I cieszyć się spokojem, nie martwić się wodą.
Ubezpieczyciel wtedy, zająłby się szkodą
I z multitu pomocą, łez bym dziś nie ronił
I zamiast tworzyć treny, za piłką bym gonił.

Tekst powstał zainspirowany oryginałem: „Tren I”, Jan Kochanowski
Zapraszamy do zapoznania się z tekstem oryginalnym: http://www.lektury.one.pl/Treny/i/01.php

Komentarze

x komentarz